wtorek, 2 sierpnia 2016

Wracam bogatsza o nowe doświadczenia

To były cztery ciche miesiące ale tylko tu na blogu. Wracam, znów z nadzieją, że tym razem na dobre. Jak będzie w rzeczywistości, nie wiem. Ostatnio zaliczam coś w rodzaju sinusoidy. Raz jestem nad kreską, raz pod kreską. Postanowiłam jednak wykorzystać moment, że  moja prosta pnie się obecnie do góry i odświeżyć nieco to moje wirtualne miejsce. Dziękuję Wam też za zainteresowanie, wsparcie i oczywiście za motywację. Bez Was pewnie zapomniałabym ile to pisanie i robienie zdjęć sprawiało mi przyjemności.   


Za mną okres przeróżnych doświadczeń, mniej i bardziej miłych. O tych pierwszych nie będę pisać, bo trzeba o nich zapomnieć, a tymi dobrymi chętnie się podzielę.


Pewnie się już domyślacie? Tak, przyjęłam w dom pielgrzyma a nawet pielgrzymów. Podczas najważniejszego tygodnia ŚDM pod moim dachem mieszkały sympatyczne Hiszpanki. Wrażenia niepowtarzalne. Zetknięcie dwóch kultur i dwóch światów niby podobnych do siebie, a jednak tak bardzo różnych. Łączyło nas jednak najważniejsze - wiara w tego samego Boga i szczera chęć jej przeżywania. Mimo wcześniejszych obaw (mały dom i brak komfortowych warunków) nie żałuję, a nawet jestem wdzięczna Bogu, że mogłam w skromny sposób w tym wszystkim uczestniczyć.


Polecam każdemu, bo przez takie doświadczenie  można dowidzieć się wielu ciekawych rzeczy o sobie np. gdzie są granice naszego poświęcenia? Z czego jesteśmy w stanie zrezygnować dla innych obcych nam ludzi i w końcu ile jesteśmy w stanie z siebie im dać. Powiem Wam, że miałam kryzys i nie wstydzę się tego. Podeszłam do sprawy ambicjonalnie, z pełnym zaangażowaniem i trafiłam na mały mur i nie mam tu na myśli bariery językowej. Z tą udało mi się pokonać. Zaskoczył mnie brak euforii ze strony hiszpańskiej młodzie ży i dopiero z czasem dotarło do mnie co było tego powodem. Zrozumiałam, że rano są już myślami gdzie indziej a wieczorem (ok 00:00) są tak zmęczeni dniem, że wcale nie chce im się ze mną gadać, bo jedyne o czym marzą to przyjąć pozycję horyzontalną i zamknąć wreszcie oczy.  


Nasi pielgrzymi pielgrzymowali naprawdę. Codziennie przechodzili na nogach ok 20 km nie licząc dreptania po Błoniach czy innych miejscach grupowych spotkań. Z samego dworca kolejowego w Bochni do naszego domu jest około 3 km. Nic więc dziwnego, że docierali do nas resztkami sił. Na dodatek w żaden sposób nie mogłam im pomóc. Dowózka na dworzec nie wchodziła w grę. Wychodzili grupą i wracali grupą. Nikt nie mógł się odłączyć. Tak w ogóle to jestem pod wielkim wrażeniem organizacji logistycznej tego święta. Wszystko było zapięte na ostatni guzik i chodziło jak w szwajcarskim zegarku. Polska precyzja? Może teraz właśnie takiego określenia będziemy używać dla rzeczy super ogarniętych? W każdym bądź razie pozytywnych wrażeń pozostało naprawdę dużo. Miasto, na codzień uśpione, wreszcie tętniło życiem. W naszych domach panowała luźniejsza atmosfera, więcej się uśmiechaliśmy i więcej współpracowaliśmy ze sobą. 


"Wszystko co dobre szybko się kończy" mówią. Ja mam jednak nadzieję, że wiele wspaniałych rzeczy dopiero się zaczyna. Wciąż żywe są wspomnienia minionego już tygodnia a na komodzie w salonie wciąż stoi pamiątka po moich Hiszpankach, niewielka figurka Matki Bożej DEL PILAR z Saragossy. Wiem i jestem pewna, że opiekuje się i będzie opiekować mną i moją rodziną tak jak ja moimi Hiszpankami przez krótki ale płynące z serca wspomnienie w modlitwie...



Życzę Wam równie cennych doświadczeń  i do zobaczenia wkrótce! :-)

Alicja

wtorek, 22 marca 2016

Świąteczne drobnostki a także rzeczy wielkie i ważne.


Myślę, że to ciekawa alternatywa dla świątecznych stroików. Nawet jeśli nie trafimy w gusta obdarowywanych to i tak opakowanie nie ma tu większego znaczenia. Najważniejsza jest jego zawartość i to, co z nią możemy zrobić. Zabrzmiało intrygująco? To dobrze... :-)


Rodzynki, skórka pomarańczowa i orzechy włoskie czyli ogólnie mówiąc bakalie  to jeden ze składników Wielkanocnej Paschy, przepysznego świątecznego deseru, który w łatwy sposób można przyrządzić sobie w domu. Mam nadzieję, że ssłoiczek pełen suszonych owoców będzie wspaniałym impulsem do działania. Dla ułatwienia sprawy dołączyłam do niego oryginalny i sprawdzony przepis na ten wielkanocny smakołyk autorstwa nikogo innego, ale samej Magdy Gessler. 


Dla kogo się tak postarałam?  A no, dla tych, o których myślę ciepło, ale nie tylko. Parę słoiczków wraz z świątecznymi życzeniami trafi jutro do nauczycieli mojej córci. Mama jako członkini tzw. "trójki klasowej" spełnia w ten sposób swój ustawowy obowiązek. Zabrzmiało bardzo surowo. ale takie jest właśnie życie.  Z przyjętych zobowiązań powinniśmy się jak najlepiej wywiązywać chociaż nie mogę też ukrywać, że  w tym wypadku owo wywiązywanie się sprawiło mi wiele przyjemności. 


Przygotowywanie drobnych prezencików to świetna zabawa. Frajdę daje już samo wymyślanie, planowanie, wreszcie zakupy i oczywiście własnoręczne tworzenie wydawałoby się czegoś z niczego. Ot np. w małych pojemniczkach na przyprawy można ukryć słodkie co nieco :-) 



Tak prawdę mówiąc nie miałam innej alternatywy. Sezon na przetwory jeszcze daleko i w sklepach próżno szukać słoików, stąd zastępnik. Miał właściwe rozmiary, ładny kształt i szczelne wieczko. W domu ozdobiłam go pelerynką w róże wyciętą z ozdobnej papierowej serwetki i słodką różową wstążeczką. Chociaż wyszło całkiem ciekawie to całości dopełnił jednak bilecik z informacją o przeznaczeniu tego, co stało się zawartością słoiczka. 


To taka moja własna radosna twórczość albo jak kto woli osobisty autorski akcent. :-) Chociaż do profesjonalnego grafika jest mi bardzo daleko to czuję niemałą satysfakcję,  bo to właśnie własny wkład pracy jest tu najbardziej cenny. Prezent powstał prosto z serca, jest niepowtarzalny i mam nadzieję, że każdy nim obdarowany będzie się czuł przez to wyjątkowo.


Święta można rzec już za pasem. Życzymy sobie radosnych chwil, smacznego jaka, wytchnienia od codzienności a ja chciałabym życzyć Wam po prostu 


i chociaż temat posta kręcił się w pewien sposób wokół kulinariów nie mam  tu na myśli żadnych świątecznych rozkoszy podniebienia. Niech te Święta, tak ważne w naszej tradycji, staną się dla Was motorem pozytywnych zmian w życiu, impulsem do poprawy jego duchowej jakości, zachętą do pracy nad tym aby stawać się wciąż lepszym i lepszym człowiekiem :-)